Zum Inhalt springen


przez świat z otwartymi oczami…


    Wszystkie podobieństwa do osób oraz wydarzeń istniejących w rzeczywistości są zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe


9 kwietnia 2012

Wielkanocny spacer

Kilka migawek z wielkanocnego spaceru.

WeschnitzWeschnitzWeschnitzWeschnitz

Jak sobie pomyślę, że w tym samym czasie w Monachium było mroźno i padał śnieg, to dziękuję przeznaczeniu za sprowadzenie nas do tej okolicy!

16 listopada 2011

Czasem…

Czasem przychodzi taki moment…

Nareszcie nauczyłem się zapomnieć. Moje życie stało się przez to spokojniejsze.

11 listopada 2011

Współpracuje „Nasza klasa” z PiS?

Do tego wniosku doszedłem po zamknięciu w ostatnich dniach, przez administrację NK, wielu kont krytyków PiSu.
Moim zdaniem PiS jest zagrożeniem dla demokracji i dlatego chcę pokazać, z najlepszymi życzeniami dla żyjącej jeszcze kaczki, w międzyczasie bardzo znany: „Ostatni lot kaczora”.
Mam nadzieję, że Jareczek skorzysta z tych linii lotniczych.

7 października 2011

Bełkot kaczki

Długo już nie pisałem o waszej kaczce, ale po jej ostatnich wyskokach nie mogę się powstrzymać i publikuję jeden z jego ostatnich bełkotów:

Czy nie widzicie, że ten mały człowieczek jest psychicznie chory? Biedna Polska!

2 października 2011

Szukanie prawdy

Surfując po internecie znalazłem małą historyjkę obrazkową o szukaniu prawdy. Jeszcze nie tak dawno też jej szukałem. Rezultat był podobny:

30 września 2011

Aida „Night of the Proms” 2011

I znów zbliża się nasza „Impreza Roku” – Night of the Proms. Mały przedsmak znalazłem dziś na YouTube.

8 sierpnia 2011

Bielszy odcień bieli

Chciałbym dziś opublikować jeden z najpiękniejszych utworów zespołu Procol Harum (powstał w 1967 roku) „Bielszy odcień bieli”.


To były fantastyczne czasy i piękne wspomnienia łączę z tą piosenką.

29 maja 2011

Migawki z Jukatanu

Plaża przy TulumCzasami trzeba podnieść głowęCoś z piórkami IJennifer tańczyła tylko dla nasCoś z piórkami IICoś z piórkami IIIA myślały, że się schowały!Ogon dla równowagi?Pod nogami też ich było pełnoMigawka z ulicyJaka będzie przyszłość?Żadna praca nie hańbi, tylko trzeba chcieć!Nie zasługuje na swoja nazwęPracowite owadyZrobiona na początku XX wieku.Jeszcze jeździKartka do domu?Złoty gryzońJuż prawie dorosłyNa plażę nie dalekoMajowy chłopakGodzinami tak mogą

18 marca 2011

Japonia 2011

11 stycznia 2011

Spotkanie z diabłem

Kilka dni temu wybrałem się w kilkudniową podróż do jednego z miast w Europie. Jak to Beatka napisała: na ważny meeting.

Rankiem padał deszcz. Dźwięk spadających kropli, uderzających o lodowe sople, kojarzył mi się z grą na ksylofonie. To był bardzo muzykalny deszcz. A na zewnątrz… szklanka! Deszcz spadł na zamrożoną ziemię i zmienił drogi w ślizgawki. Dobry początek – pomyślałem sobie i poślizgałem się z walizką do samochodu.
Do autostrady mam blisko i ostrożnie jadąc, po kilku minutach byłem na niej. Droga do lotniska trwa z reguły około 30 minut, przejechałem ją w 45. Lewy pas był wolny, ponieważ wszyscy woleli się ślizgać z prawej strony, więc nie miałem żadnych przeszkód by dać gazu.
Na lotnisku poszło bardzo szybko… check in… „Pana samolot nie może dzisiaj startować, pan rozumie, lód… ale o 11:45 leci nasza następna maszyna… przepisać bilecik?” Co miałem zrobić? Przepisałem i zacząłem czekać.
Nadzieja matką… wiem! głupich, ale kto wie, może będzie coś wcześniej… Nie było!
Trochę podrzemałem, trochę poobserwowałem ludzi, trochę pospacerowałem, zjadłem dobrą parówkę i kiedyś w końcu został wywołany mój lot. Ustawiłem się grzecznie w kolejce do wejścia, po kilkunastu minutach kolejka się ruszyła i za kilka momentów byłem w środku. Siadłem na moim miejscu i poczułem się jak w tramwaju przed laty. Polska mowa, krzyki, wołania „Kaziu, chodź, tu jest wolne miejsce przy oknie..! Józek, no postaw tą torbę i daj Maćkowi pić… Adam zapnij pas, bo jak nie to dostaniesz po…” Samolot stał. 10 minut… 20 … po godzinie dobra wiadomość od kapitana: „państwa bagaże są nareszcie na pokładzie, wiec teraz powinno pójść szybko…”. Poszło po następnych 30 minutach.
Wylądowaliśmy o 14:35, a o 15:00 wsiadłem do wypożyczonego samochodu i ruszyłem w dalszą drogę.
Droga była początkowo nawet dobra, dwupasmówka, bez śniegu. Nie trwało to niestety długo i wiatr zaczął wywiewać śnieg z pól. Jezdnia zrobiła się biała, ale szło. Po jakimś czasie zaczął padać śnieg. Znam dobrze takie warunki, wiec nie zrobiło to na mnie większego wrażenia i spokojnie jechałem dalej.
Zrobiło się ciemno, jezdnia biała, śnieg pada, ale ja jeszcze w czasie. Powinienem zdążyć na meeting.
Coś nie chciało jednak do tego dopuścić i niedaleko celu droga została zablokowana przez wywróconą ciężarówkę. Objazd! Przez pipidówki, pola, wsie. Droga wąska, koleiny, chwila nieuwagi i… pozostając na drodze, obróciłem się o 180 stopni.
Do celu przyjechałem o godzinę za późno. Część pierwsza meetingu odbyła się beze mnie. Na drugiej części doznałem od wielu osób tyle serdeczności, slow poparcia i zrozumienia, że było mi prawie wstyd, za w ostatnich latach sporadyczne utrzymywanie kontaktów. A inne potwierdziły swym zachowaniem to, co i już wcześniej o nich myślałem.

Meeting udany. Cel osiągnięty.

A gdzie diabeł? Był tam. Ja go widziałem. Ta wykrzywiona w nieludzkim grymasie twarz… Wstrętnie wyglądał. Coś warknął w moja stronę. Coś odpowiedziałem. Co niektóra otyła żeńska osóbka, pokazała przy tym swą prawdziwą twarz… Brrrr. Uciekłem!

Droga powrotna odbyła się bez przeszkód. Wracałem do siebie! Do mojego domu!