Zum Inhalt springen


przez świat z otwartymi oczami…


    Wszystkie podobieństwa do osób oraz wydarzeń istniejących w rzeczywistości są zamierzone i zupełnie nieprzypadkowe


11 stycznia 2011

Spotkanie z diabłem

Kilka dni temu wybrałem się w kilkudniową podróż do jednego z miast w Europie. Jak to Beatka napisała: na ważny meeting.

Rankiem padał deszcz. Dźwięk spadających kropli, uderzających o lodowe sople, kojarzył mi się z grą na ksylofonie. To był bardzo muzykalny deszcz. A na zewnątrz… szklanka! Deszcz spadł na zamrożoną ziemię i zmienił drogi w ślizgawki. Dobry początek – pomyślałem sobie i poślizgałem się z walizką do samochodu.
Do autostrady mam blisko i ostrożnie jadąc, po kilku minutach byłem na niej. Droga do lotniska trwa z reguły około 30 minut, przejechałem ją w 45. Lewy pas był wolny, ponieważ wszyscy woleli się ślizgać z prawej strony, więc nie miałem żadnych przeszkód by dać gazu.
Na lotnisku poszło bardzo szybko… check in… „Pana samolot nie może dzisiaj startować, pan rozumie, lód… ale o 11:45 leci nasza następna maszyna… przepisać bilecik?” Co miałem zrobić? Przepisałem i zacząłem czekać.
Nadzieja matką… wiem! głupich, ale kto wie, może będzie coś wcześniej… Nie było!
Trochę podrzemałem, trochę poobserwowałem ludzi, trochę pospacerowałem, zjadłem dobrą parówkę i kiedyś w końcu został wywołany mój lot. Ustawiłem się grzecznie w kolejce do wejścia, po kilkunastu minutach kolejka się ruszyła i za kilka momentów byłem w środku. Siadłem na moim miejscu i poczułem się jak w tramwaju przed laty. Polska mowa, krzyki, wołania „Kaziu, chodź, tu jest wolne miejsce przy oknie..! Józek, no postaw tą torbę i daj Maćkowi pić… Adam zapnij pas, bo jak nie to dostaniesz po…” Samolot stał. 10 minut… 20 … po godzinie dobra wiadomość od kapitana: „państwa bagaże są nareszcie na pokładzie, wiec teraz powinno pójść szybko…”. Poszło po następnych 30 minutach.
Wylądowaliśmy o 14:35, a o 15:00 wsiadłem do wypożyczonego samochodu i ruszyłem w dalszą drogę.
Droga była początkowo nawet dobra, dwupasmówka, bez śniegu. Nie trwało to niestety długo i wiatr zaczął wywiewać śnieg z pól. Jezdnia zrobiła się biała, ale szło. Po jakimś czasie zaczął padać śnieg. Znam dobrze takie warunki, wiec nie zrobiło to na mnie większego wrażenia i spokojnie jechałem dalej.
Zrobiło się ciemno, jezdnia biała, śnieg pada, ale ja jeszcze w czasie. Powinienem zdążyć na meeting.
Coś nie chciało jednak do tego dopuścić i niedaleko celu droga została zablokowana przez wywróconą ciężarówkę. Objazd! Przez pipidówki, pola, wsie. Droga wąska, koleiny, chwila nieuwagi i… pozostając na drodze, obróciłem się o 180 stopni.
Do celu przyjechałem o godzinę za późno. Część pierwsza meetingu odbyła się beze mnie. Na drugiej części doznałem od wielu osób tyle serdeczności, slow poparcia i zrozumienia, że było mi prawie wstyd, za w ostatnich latach sporadyczne utrzymywanie kontaktów. A inne potwierdziły swym zachowaniem to, co i już wcześniej o nich myślałem.

Meeting udany. Cel osiągnięty.

A gdzie diabeł? Był tam. Ja go widziałem. Ta wykrzywiona w nieludzkim grymasie twarz… Wstrętnie wyglądał. Coś warknął w moja stronę. Coś odpowiedziałem. Co niektóra otyła żeńska osóbka, pokazała przy tym swą prawdziwą twarz… Brrrr. Uciekłem!

Droga powrotna odbyła się bez przeszkód. Wracałem do siebie! Do mojego domu!

28 listopada 2010

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – III – Część trzecia

Chór Fine Fleur z Orkiestrą Il Novecento pod batutą Roberta Groslota

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – III – Część druga

John Miles

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – III – Część pierwsza

Kid Creole & The Coconuts,

27 listopada 2010

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – II – Część druga

Cliff Richard

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – II – Część pierwsza

Boy George

25 listopada 2010

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – I – Część druga

Zespól Lichtmond z „Morgenrot”

Przedsmak na tegoroczne Night of the Proms – I – Część pierwsza

Charlie Siem z „Summertime”

13 października 2010

Ciągle chętnie słucham…

… jedną z najpiękniejszych piosenek Queen z niezapomnianym Freddie Mercury: Bohemian Rhapsody.

19 września 2010

Czasami zamykam oczy…

… i słucham muzyki.
Piosenkę, która za mną chodzi już od kilkunastu dni, obijając się od ścian i drzwi i nie wychodząc mi z głowy zagłusza mojego tinitusa, załączam poniżej.

[pro-player type=”FLV” width=”620″ height=”480″ image=’http://jarmusz.eu/content/media/2010/09/Somewhere_Over_the_Rainbow.jpg’]http://jarmusz.eu/content/media/2010/09/Somewhere_Over_the_Rainbow.flv[/pro-player]